jak zmotywować alkoholika do leczenia   Pytanie o sposoby zmotywowania osoby uzależnionej do leczenia jest chyba jednym z tych, które zadaje się po wielu wcześniejszych strategiach i próbach odpowiedzenia na nie. Człowiek, który je zadaje, zazwyczaj podejmował już różnego rodzaju działania mające wpłynąć na osobę bliską nadużywającą alkoholu aby ta podjęła terapię. Jeśli zwracamy się z tym pytaniem do innych, znaczy to że próby te nie przyniosły zamierzonego skutku. Patrząc z boku, wydaje się nam niedorzeczne, że człowiek uzależniony nie dostrzega oczywistych strat wynikających z picia. Zaprzecza rzeczom oczywistym i odrzuca wszelką pomoc z zewnątrz. Nie jest to jednak wyjątek, jest to bowiem sytuacja typowa i wynikająca z mechanizmów uzależnienia.

   Dziecko które sięga po narkotyki, prędzej czy później wysyła sygnały które to potwierdzają. To, na jakim etapie my dorośli je odbierzemy, prawidłowo zinterpretujemy i zareagujemy, to już inna, złożona kwestia. Część z tych sygnałów może być tak subtelna lub interpretowana przez rodzica jako mało znacząca że z czasem przyzwyczajamy się do nich i traktujemy je jako coś normalnego. Wszystko do momentu, kiedy zderzymy się z poważnym kryzysem. Może to być wezwanie do szkoły i poważna rozmowa z wychowawcą dziecka na temat obserwowanych zmian czy konflikt z prawem. Rodzic gdyby mógł, najchętniej odizolowałby dziecko od dawnego środowiska i kontrolował 24/h. Czy jednak musi do tego dojść? Na co zwracać uwagę wcześniej aby uniknąć tych drastycznych konsekwencji sięgania po nielegalne środki?

   Kolejny dzień urlopu, plaża, znajomi i kolejny drink. Z czasem przestajesz już liczyć kolejki, bo w zasadzie i tak nie ma to większego znaczenia. Wybrałeś przecież wersję "All Inclusive". Rano jednak pojawia się problem, coraz ciężej wstać i zwlec się z łóżka, głowa jest tak ciężka, że nawet lekkie jej przechylenie urasta do rangi wyzwania. Ale zaraz... jest przecież takie powiedzenie: "czym się strułeś, tym się lecz!" Pomimo przeciwności losu, zbierasz się jednak do kupy i schodzisz na dół do baru.

- Zimne piwo poproszę.

   Mimo, że wydawało Ci się, że gdyby ktoś postawił przed Tobą kolejnego drinka których wczoraj spożyłeś niezliczoną ilość, to pewnie zwrócił byś pozostałości po nich, piwo "wchodzi" gładko.

Wstyd przed terapią    Przyznanie się przed samym sobą, że nie potrafię sobie poradzić z własnym uzależnieniem jest podstawowym czynnikiem warunkującym podjęcie decyzji o terapii. Nie jest to sytuacja łatwa i często towarzyszy jej poczucie wstydu. Osoba owładnięta wstydem czuje, że w jakiś sposób jest nie taka jaka powinna, gorsza, że jako człowiek ma jakiś zasadniczy brak czy defekt. Często słyszę słowa: „chciałbym pić jak normalni ludzie”. Wynika to głównie z tego, że mamy tendencję do porównywania się z innymi i na tej podstawie oceniania siebie. Tak naprawdę nie siedzimy w głowach innych ludzi a mimo to, zdajemy się projektować ich pogląd na naszą osobę. Próbujemy domyślać się, jak nas oceniają. Strach przed negatywną oceną powoduje powstawanie wstydu.  Funkcjonując w różnych rolach społecznych, mamy pewne swoje wyobrażenie, jak powinny one wyglądać i czym się charakteryzować.

Alkoholicy wysokofunkcjonujący    Gdyby poprosić dzisiaj przypadkowo spotkanego przechodnia, o zdefiniowanie określenia „alkoholik”, to prawdopodobnie zaraz po ilości i jakości wypijanego przez niego alkoholu, wielu z pytanych odniosłoby się do jego statusu społecznego i funkcjonowania poniżej wyznaczonych społecznie norm. Pierwsze skojarzenia jakie występują u sporej liczby osób są skojarzeniami stereotypowymi. Wynika to z wielu czynników, jednym z nich jest z pewnością fakt, że tą grupę osób uzależnionych najczęściej mijamy jadąc rano do pracy, robiąc zakupy, czy przechodząc obok sklepu nocnego. Podświadomie przyzwyczajamy się, że uzależnienie „widać na zewnątrz”.  „Standardowy alkoholik” jednak nie istnieje. Tak naprawdę każdy jest inny a uzależnienie może dotknąć ludzi z różnych grup społecznych, posiadających różne wykształcenie, poziom inteligencji czy zawód.